Strona główna ->
felietony – S. Dubisz
„Wśród ptaków wielkie poruszenie...” – czyli o dziwnej naturze świata tego słów kilkoro
Stanisław Dubisz 2003-11-03
W poprzednim, wakacyjnym jeszcze, felietonie o kanikule i sezonie ogórkowym wyjawiliśmy życzenie, by zastój (wynikający z pory urlopów) ustąpił ożywieniu. No i stało się!
Parafrazując Henryka Sienkiewicza i Jerzego Hoffmana, napisać trzeba, że we wrześniu pokazały się znaki szczególne, zwiastujące porę dziwną i groźną. Wrzesień to miesiąc, w którym kwitną wrzosy, liliowieją wrzosowiska, lato w jesień przechodzi, co sprzyja zadumie, refleksji nad przemijaniem, intelektualnym rozważaniom, tym bardziej że przecież zaczyna się rok szkolny a Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu powakacyjnie zwiększa swą aktywność. Tymczasem najpierw krwawy Mars pokazał się na nieboskłonie najbliżej Ziemi jak tylko to możliwe, a następnie i inne zjawiska się pojawiły, będące symptomami pomieszania w przyrodzie normalnej kolei rzeczy.
Mars, jak wiadomo, to rzymski bóg wojny, którego poprzednikiem był etruski Maris, będący bóstwem wegetacji, czego wynikiem było nazwanie przez Rzymian pierwszego miesiąca wiosny miesiącem Marsa ß łac. Martius mensis. Od tejże nazwy pochodzi i polska nazwa marzec za pośrednictwem niem. marz, März i czes. Marc, ma ec. Nie jest zatem normalne, że planeta boga Marsa, będącego patronem wiosny, ukazuje się na przełomie lata i jesieni. Można to jedynie wiązać z kanikularnym pomieszaniem zmysłów, o czym pisaliśmy poprzednim razem.
O tym zmysłów pomieszaniu zdaje się świadczyć również nadmierna aktywność niektórych ministeriów przy bierności drugich. I tak, Ministerium od Finansów postanowiło powtórnie opodatkować to, co już wcześniej opodatkowało i stąd pomieszany zamysł, by wydrzeć jeszcze kilka wdowich groszy z przedszkoli (szkoda, że o żłobkach zapomniano), szkół niepaństwowych i wyższych uczelni wszelakiego autoramentu. Dzieje się tak przy całkowitej bierności Ministerium od Edukacyji i Ministerium od Sciencyji, które odżegnują się od tych pomysłów w myśl zasady „to nie my, to oni”, nie pomnąc wszelako, że jeden wspólny Rząd Rzeczypospolitej reprezentują.
Przy tej okazji warto zwrócić uwagę na to, jak zmieniło się znaczenie wyrazu podatek, od jego znaczenia etymologicznego do dzisiejszego znaczenia realnego. W XIV w. podatek (ß podać ß dać) oznaczał coś przekazanego, wręczonego, podanego, a więc coś wymagającego aktywności tego, kto daje. Dziś podatek to ‘obowiązkowe świadczenia materialne pobierane przez państwo w celu pokrycia jego wydatków’, zatem aktywny jest w tym wypadku nie dawca lecz poborca podatków. Szczególna aktywność w zakresie pobierania podatków przez Ministerium od Finansów skłania mnie do przedstawienia propozycji nowej nazwy na określenie takiego podatku jak ten od wychowania przedszkolnego, szkoły i nauki, a mianowicie sekundarny podatek edukacyjno-naukowy. Proponuję również, by tym podatkiem obowiązkowo obłożyć tych wszystkich, których trzeba wychowywać i uczyć oraz tych wszystkich, którzy chcą wychowywać, nauczać, rozwijać naukę. W razie potrzeby można również ustanowić tercjarny podatek edukacyjno-naukowy itp., itd., etc. Dzięki takiej polityce bardzo szybko znikną wszelkie podmioty i przedmioty sfery wychowania, edukacji i nauki, i będzie wreszcie spokój, i ministeria nie będą musiały pobierać podatków, i coraz to nowych wymyślać.
Sytuację tę przewidziały ptaki – te, które odlatują do ciepłych krajów. Zwykle czynią to na św. Bartłomieja, czyli około 24 sierpnia. W tym roku odleciały co najmniej o tydzień wcześniej. Widocznie przewidziały, że po kanikularnym zmysłów pomieszaniu nastąpi – pod wpływem Marsa – pomieszanie jesieni z wiosną oraz pomieszanie zamysłów. A może obawiały się, że będą musiały opłacać od przelotów winietki, wizy lub sekundarne podatki migracyjne. Kto to wie?
|
|