Strona główna ->
felietony – S. Dubisz
Modna domena
Stanisław Dubisz 2003-10-02
Wyraz domena należy do tych słów, które ostatnio bardzo aktywnie zaznaczają swoją obecność w pracach naukowych, pismach urzędowych oraz w wypowiedziach i tekstach występujących w publikatorach. Można stwierdzić, że wyraz domena należy obecnie do słów modnych. Przytoczmy kilka przykładów: „Zastanawiające jest, dlaczego do domeny handlu odnosimy tak wiele połączeń z komponentem ...”; „Ekonomiści także zauważają, że cła w domenie gospodarczej mogą spełniać podobne funkcje, jak broń w walce zbrojnej”;
„Związki frazeologiczne motywowane walką zbrojną rejestrowane są w tekstach ekonomicznych dosyć często; najczęściej notowane są jednostki wywodzące się z domeny wojny”.
Wyraz domena to pochodzące z początków XX w. zapożyczenie fr. domaine ‘posiadłość ziemska; administracja dóbr; zakres’ (<- łac. dominium <- łac. dominus ‘pan domu’). Być może, że do utrwalenia się tej pożyczki w polszczyźnie przyczyniła się również forma niem. domäne, działo się to przecież w okresie, kiedy na polszczyznę oddziaływał nie tylko język francuski, uznawany za europejski język ogółu ludzi wykształconych, ale także języki państw zaborczych, w tym język niemiecki.
Główne znaczenie wyrazu domena w języku polskim można sparafrazować jako <>: „Dyplomacja stała się jego domeną. Nowo odkryte cmentarzysko jest domeną badań archeologów”. W tym znaczeniu wyraz domena należy do słownictwa książkowego. Są jeszcze dwa specjalistyczne znaczenia tego wyrazu w polszczyźnie: fiz. <>; hist. <>. Jest to więc wyraz dobrze „zadomowiony” w kilku odmianach polszczyzny oficjalnej (starannej, opracowanej).
Przytoczone na początku tego felietonu cytaty wskazują jednak, że we współczesnej polszczyźnie domena „chce” zwiększyć zakres swego występowania i „wyprzeć” z wypowiedzi takie jej synonimy, jak sfera, zakres, dziedzina, obszar. Dzieje się tak za sprawą wpływów języka angielskiego, „współczesnej łaciny” XXI w., w którym forma domain ma szerszy zakres występowania. Jesteśmy zatem świadkami powtórnego zapożyczania wyrazu domena, tym razem z języka angielskiego, w szerszym niż dotąd znaczeniu.
Zjawisko to należy ocenić negatywnie, bo poszerzenie zakresu znaczeniowego rzeczownika domena niczego pozytywnego nie wnosi do naszej komunikacji językowej, podobnie jak niczego pozytywnego nie wniosło zastąpienie cytatu leksykalnego image o genezie francuskojęzycznej (wym. imaż) jego odpowiednikiem angielskojęzycznym (wym. imidż). Mamy w obu tych wypadkach (i w wielu innych) do czynienia z przejawami mody na język angielski i manierą angielskojęzycznego makaronizowania. Mody przemijają – języki pozostają, nie należy zatem wpadać w przerażenie, że polszczyzna ginie „zalewana angielszczyzną”, lecz używać i polszczyzny, i angielszczyzny w sposób zracjonalizowany.
Jest w leksykonie naszych przysłów powiedzenie kuchnia to królestwo mojej żony. Jego angielskojęzycznym odpowiednikiem (wzorem) jest fraza the kitchen is my wife’s domain. Mam nadzieję, że w tym przysłowiu królestwo nie przekształci się w domenę, co jest tym ważniejsze, że nadchodzi okres Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku, w którym „królestwo kuchni” – oprócz „królestwa ducha” – jest rzeczą nie najmniej ważną. Trzeba nam zatem życzyć rozsądku w posługiwaniu się angielszczyzną i umiaru w „królestwie kuchni” oraz przedkładania nad nie polszczyzny i „królestwa ducha”. Do siego Roku!
|
|