Strona główna ->
rolnictwo
W poszukiwaniu jabłka doskonałego
Hanna Lewandowska 2003-10-17
W Auli Kryształowej SGGW 17 maja, z akademickim ceremoniałem, jak obyczaj każe, odbyła się uroczystość nadania tytułu doktora honoris causa prof. dr Aleksandrowi Rejmanowi, wybitnemu uczonemu, wytrwałemu hodowcy nowych odmian roślin sadowniczych. Wypełniali salę po brzegi przyjaciele Profesora, jego wychowankowie, współpracownicy, brać z sadownictwem związana przybyła z różnych stron kraju. Profesor pracę na stanowisku młodszego asystenta rozpoczął w Katedrze Sadownictwa SGGW w 1939 r., jeszcze jako student. Stąd też po wielu latach odchodził na emeryturę, a i dziś zawsze znajduje czas, by służyć swą wiedzą i doświadczeniem młodszym kolegom.
Rejmanowie i Potoccy
Aleksander Rejman przyszedł na świat w 1914 r. we wsi Czarna koło Łańcuta. Gospodarstwo miało 1,5 hektara, a rodzina bardzo liczna. Państwo Rejmanowie mieli dziewięciu synów. Gdy zmarł ojciec, Aleksander miał 6 lat, a najstarszy z braci 16. - Nędza była okrutna - wspomina Profesor. Starsi chłopcy za skąpy zarobek pracowali w lasach Alfreda Potockiego, a codziennym pożywieniem w domu była kasza jaglana na serwatce. Dopiero, gdy najstarszy z braci ukończył gimnazjum i otrzymał posadę w Warszawie pojawiła się nadzieja na lepsze jutro. Co miesiąc ze stolicy brat wysyłał najpierw 15, a później 30 złotych. Mało, ale można było pomyśleć o przyszłości gospodarstwa.
Zaczęli od pszczół. Uznali, ż pasieka przynosić może niezły grosz. Nie mulili się. Skoro się zaś udało, warto było pomyśleć o czymś nowym. Na przykład o truskawkach, pomidorach, a wreszcie o drzewach owocowych. Kupowali książki, główkowali i krok po kroku realizowali swoje plany. Na początku lat trzydziestych w gospodarstwie była już szkółka drzew owocowych - dzieło młodych pionierów ogrodnictwa i sadownictwa na Rzeszowszczyźnie. Sąsiedzi obserwowali poczynania braci Rejmanów uprawiających też truskawki i pomidory i rychło poszli w ich ślady.
Sława Rejmanów rozszerzała się po okolicy. Drzewka ze szkółki trafiały do wielu wsi. Pewnego dnia odwiedzili ich państwo Potoccy pełni podziwu dla urody owoców uprawianych przez "zwykłych" chłopów i zafrasowani, że ich ogrodnik nie potrafi wyhodować takich okazów.
Ze szkółki do szkół
Pieniądze uzyskiwane z prowadzenia szkółki pozwoliły wypełnić wolę ojca, który marzył o tym, by synowie się kształcili. Aleksander w 1934 r., po zdaniu matury, wyjechał do Warszawy, gdzie podjął studia na Wydziale Ogrodniczym SGGW. Już na drugim roku przyznano mu jedyne państwowe stypendium, jakim dysponował ten wydział. Dlaczego te właśnie studia wybrał? Przed laty, gdy o to zapytałem odpowiedział z rozbrajającą szczerością: - Ja rośliny lubiłem od dziecka. Chodziłem po łące, obserwowałem kwiaty, chciałem wiedzieć kiedy i jak kwitną, urządziłem przy domu ogródek.
Nie zawsze wszystko układało się pomyślnie. Katastrofalne okazały się mrozy, które na przełomie 1928/1929 r. nawiedziły Polskę. Zniszczyły pieczołowici pielęgnowany sad i szkółkę. Wymarzło 80 proc. drzew. Wydawało się, że z tej klęski już się nie podniosą. Nie załamywali rąk. Jeździli po okolicy, wypatrywali, jakie odmiany oparły się mrozom. Wytrwale zakładali nową szkółkę. Znalazła się w niej Czerwona z Łukawca oraz odmiany przedtem tutaj nie uprawiane Folwell, Hibernal, Antonówka, Kulon, Kitajka. Aleksander zdobył wówczas doświadczenie, o którym nigdy mie zapomniał. Hodując nowe odmiany wiedział, iż musi wyposażyć je musi w cechę, która pozwoli im przetrwać najsroższe zimy.
Samo życie przypomniało mu o tym parokoć. Wkrótce po objęciu posady asystenta w kierowanym przez prof. Włodzimierza Gorjaczkowskiego Zakładzie Sadownictwa SGGW w Skierniewicach odebrał drugą srogą lekcję. Pierwsza okupacyjna zima 1939/1940 zdziesiątkowała cenną kolekcję drzew.
Kierując sadem pomologicznym Aleksander Rejman wiedział już, że skoro sad wymarzł, to znaczy, że odmiany niedostatecznie przystosowane były do polskich warunków klimatycznych. W Skierniewicach zaczęto więc brać do krzyżowania odmiany rodzicielskie, które oparły się ostrej zimie. Były wśród nich Antonówka, Beforest, McIntosh, Kurska, Cortland. Wkrótce w sadzie rosły już setki mieszańców odpornych na mróz. Wśród nich był mieszaniec, którego prof. Aleksander Rejman do dziś nie może odżałować: poprawiona Antonówka, której dodano aromat i smak. Niestety w powojennych latach, gdy nastała moda na sprowadzanie odmian amerykańskich i kanadyjskich, zabrakło dla niej miejsca w sadzie. Wydawało się wówczas, że taki mieszaniec nie będzie w przyszłości. Teraz wiadomo, iż był to błąd, ale wyhodowanej wówczas odmiany nikt już nie przywróci do istnienia.
Od Fantazji do Witosa
Losu ulepszonej Antonówki nie podzieliła na szczęście wyhodowana przez Aleksandra Rejmana w 1944 r. Fantazja, powstała z przekrzyżowania McIntosha z Lindą. Przewyższała ona McIntosha odpornością na przemarzanie i zdecydowanie górowała nad nim smakiem. Stąd nazwa Fantazja. Nawet tak wybitny koneser owoców jak prof. Szczepan Pieniążek chwalił jej smakowe walory. W 1959 r. wprowadzona została do uprawy, trafiła do ogrodów przydomowych i na działki. Do przemysłowej uprawy nie najbardziej się nadawała, bo jej delikatne owoce źle znosiły transport. Prof. A. Rejman uważał jednak, iż głównymi jej mankamentami jest przemienne owocowanie oraz brak odporności na parch.
Mijały lata. Aleksander Rejman w 1952 roku obronił pracę doktorską, w 1959 uzyskał nominację na docenta, a wreszcie w 1968 r. tytuł profesora zwyczajnego. Pełnił w SGGW wysokie funkcje: kierował katedrą, był prodziekanem a później dziekanem Wydziału Ogrodniczego, prorektorem uczelni. Nie przerywał pracy dydaktycznej ani badawczej. Po Fantazji powstały Alwa, Marwit, Witos i Sawa. Witos, następca Fantazji, do dziś jest dumą Profesora. Jest nie tylko odporny na parch, ale też jej twórcy udało się uniknąć charakterystycznego dla amerykańskich odmian drobnienia owoców. Smakiem przypomina Fantazję, ma duże i wyrównane owoce w połowie pokryte rumieńcem. Jest odmianą jesienną, a jabłka tej odmiany przechowywać można w chłodni do lutego.
Specjaliści i amatorzy twierdzą, że Witos jest najlepszą spośród odmian wyhodowanych w naszym kraju. Ten sukces zwieńczył długie lata benedyktyńskiej wręcz pracy hodowców. Krzyżując Fantazję z amerykańską parchoodporną Primulą uzyskano ponad 3000 siewek mieszańców, z których połowa odporna była na tę chorobę. Po dalszych doświadczeniach wyselekcjonowano tę, która dała początek odmianie o nazwie Witos i w 1995 r. wpisana została do rejestru.
Nie sposób wymienić wszystkie sukcesy hodowlane prof. Aleksandra Rejmana. Jemu zawdzięczamy pojawienie się na polskiej ziemi borówki wysokiej. To on wyhodował odmiany moreli, które sprawiły, iż ten wartościowy owoc na dobre się u nas zadomowił.
Najważniejsze: dobra odmiana
Przez długi czas hodowla nowych odmian pozostawała w cieniu innych kierunków badań w naukach sadowniczych. Faktem jest, że rozwój polskich sadów zawdzięczamy w głównej mierze amerykańskim i kanadyjskim odmianom oraz wprowadzeniem nowoczesnych, wzorowanych na zagranicznych, metod uprawy i ochrony sadów. Mroźne zimy ujawniły jednak z czasem słabości tego założenia. Można byłoby części strat uniknąć, gdyby zawczasu doskonalono jabłonie, by dostosować je do polskich warunków.
Znacznemu ograniczeniu poddano prace hodowlane w Instytucie Sadownictwa w Skierniewicach, niemal zaniechano ich prowadzenia w SGGW. Jak anegdotę można dziś opowiadać, iż najwartościowsza spośród polskich odmian jabłoni - Witos, przyszła na świat nie w sadzie doświadczalnym, gdzie prace hodowlane zostały zapoczątkowane, lecz w maleńkim, przydomowym ogródku Profesora. Do tego ogródka przychodzili studenci, by przygotowywać swe prace magisterskie.
Z domu Profesora spoglądam przez okno, za którym strzela w niebo najmodniejsza dziś jabłoń kolumnowa. Jej gałęzie nie wymagają cięcia, a na jednostce powierzchni takich drzew zmieścić można na podkładkach karłowych wielokroć więcej, niż na jabłoni o tradycyjnym pokroju. Pytam o przyszłość polskiego sadownictwa, które w dobie gospodarki rynkowej boryka się z wieloma trudnościami. - Tylko rynek wschodni może nas uratować - odpowiada Profesor. Liczyć się jednak musimy z konkurencją Holandii, Szwajcarii, Niemiec i Anglii, gdzie wyhodowano odmiany odporne na choroby. Ostatnio wśród liderów na rynku pojawili się Japończycy z odmianami odpornymi na mróz, mączniaka i parch. Niedawno u jednego z dziko rosnących gatunków jabłoni kwiecistej 821 (Malus Floribunda 821) wykryto gen panujący odporności na parch. Gen ten występuje u wszystkich odmian odpornych na parch wyhodowanych w USA i w Europie. Mają go odmiany: Prima, Priam, Liberty, Witos i wiele innych. Cały świat sadowniczy mówi dziś o tym z nadzieją, że z tą chorobą się wreszcie uporamy.
Naturalnie, hodowcy myśleć powinni także o innych owocach: o morelach, śliwach, gruszkach, brzoskwiniach, winorośli, jak wyhodować tylko dobre odmiany. Hodowla ma wielką przyszłość. Są u nas młodzi ludzie ogarnięci takim entuzjazmem - trzeba pomóc im rozwinąć skrzydła. Kłopot w tym, że w starszym pokoleniu hodowców jest coraz mniej, ale mimo to twierdzę, że nie musimy przegrywać z sadownikami innych krajów.
|
|