naukaBiuletyn Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego
piątek, 03 2010
Artykuł w dziale felietony – R. Karyś
Wydanie: 2003 /8-9 - Promujemy naukę!
Strona główna -> felietony – R. Karyś

Podwójna moralność komputerowa

 Romuald Karyś 2003-09-23

Ja kradnę, ty kradniesz, on kradnie. My kradniemy. Wy również. Oni i
one też. Co jest przedmiotem tak powszechnego naruszania siódmego przykazania bożego? Oprogramowanie komputerowe!
Z ogłoszonego na początku czerwca br. dorocznego (już ósmego) raportu międzynarodowego stowarzyszenia Business Software Alliance BSA wynika, że w 2002 roku 39% używanych na świecie programów komputerowych było zainstalowanych bez licencji. Większość pochodziła od producentów, którzy nielegalnie kopiowali je z programów mających certyfikat wytwórcy, dokonując tym samym kradzieży na szkodę autorów programów.
BSA szacuje, że w Chinach, Rosji i na Ukrainie, udział oprogramowania pirackiego w ogólnej liczbie zainstalowanych w tych krajach programów komputerowych wynosi aż 90%, a w Wietnamie – 95%. Na przeciwnym „biegunie” są Stany Zjednoczone, Dania, Wlk. Brytania, Finlandia, gdzie odsetek będącego w użyciu nielegalnego oprogramowania oscyluje wokół 25%. Jednakże w żadnym z tych państw nie wynosi (i nie wynosił w minionych ośmiu latach) mniej niż 23%.

W Polsce w ubiegłym roku 54% użytkowników komputerów korzystało,
przynajmniej częściowo, z programów wytwarzanych i sprzedawanych przez „piratów”. Na tle innych krajów Europy wschodniej jest to poziom średni. W Rumunii i Bułgarii odsetek programów pochodzących z nielegalnych źródeł jest rzędu 70%, ale na Węgrzech, w Chorwacji, Estonii i Słowacji, jest o 10-15% niższy niż u nas.
W latach 1994-2000 poziom będącego w użyciu pirackiego oprogramowania na niemal całym świecie obniżał się, w niektórych krajach nawet o 10% w ciągu 6 lat, lecz od 2001 r. zaczął ponownie wzrastać. W Polsce powiększył się w 2002 r. w stosunku do roku poprzedniego o 1%.
Piractwo komputerowe jest wycinkiem szerszego zjawiska, jakim jest przestępczość komputerowa, obejmująca m.in. wtargnięcia do baz danych i kradzież zawartych w nich informacji, kradzież „elektronicznych pieniędzy”, bezprawne monitorowanie pracy innych komputerów, rozsyłanie wirusów komputerowych, nieuprawnione zmienianie treści stron www (np. stron należących do konkurencyjnych firm albo do przeciwników politycznych), zakładanie fikcyjnych sklepów komputerowych, czy wreszcie „bezinteresowne”, ale niszczycielskie igraszki hakerów. Przestępcą jest także ten, kto posiadany przez siebie program z licencją na jeden komputer pożycza np. znajomemu, aby ów mógł go wgrać do swego komputera.
Straty, jakie wskutek piractwa komputerowego ponoszą autorzy i ich koncesjonowani producenci programów, są ogromne. W 2002 r. wyniosły one na całym świecie ponad 13 miliardów dolarów. W Polsce oszacowano je na prawie 140 milionów dolarów.

Wspomniane stowarzyszenie Business Software Alliance, założone przez
największych światowych twórców i dystrybutorów oprogramowania, bada nie tylko liczbę używanych w poszczególnych krajach nielegalnych programów oraz ocenia straty, jakie ten proceder przynosi legalnym producentom, lecz stara się także analizować zjawiska społeczne i psychologiczne związane z komputerowym piractwem. Ze statystyk BSA wynika, że ponad wszelką wątpliwość poziom piractwa zależy od zamożności kraju: im uboższy kraj, im niższe przeciętne dochody jego obywateli, tym większy jest popyt na pirackie oprogramowanie komputerowe.
Jednakże również w zamożnych i wysoko cywilizowanych krajach utrzymuje się trudna do wyjaśnienia tolerancja wobec kradzieży cudzej własności intelektualnej poprzez przywłaszczanie sobie programów komputerowych. Ludzie, którzy brzydziliby się kradzieżą auta, portfela bądź czerpaniem zysku z wydrukowania pod własnym nazwiskiem cudzego utworu, zupełnie beztrosko, a może nawet ze szczególną satysfakcją, wkładają do komputera kupiony za bezcen na bazarze krążek ze skradzionym programem. Mamy więc do czynienia ze swoistym zjawiskiem podwójnej moralności, polegającym na stosowaniu etycznej „taryfy ulgowej” wobec złodziei programów.
Inna rzecz, iż wzrasta liczba tak doskonałych pod względem technicznym podróbek programów, z tak dobrze sfałszowanymi kartami licencyjnymi, że są one sprzedawane jako wyprodukowane legalnie. Nabywca, a czasem również oszukiwany przez dystrybutora sprzedawca, nie wiedzą, że mają do czynienia z „lewym” towarem. Wmawia się im, że zachęcająco niska cena programu jest wynikiem jakiejś okolicznościowej promocji. Podczas konferencji prasowej zorganizowanej przez polską filię Business Software Alliance stwierdzono, że coraz częstsze są również przypadki sprzedawania nowych komputerów z rzekomo licencyjnym oprogramowaniem zainstalowanym przez producenta, podczas gdy są to programy pirackie, wgrane przez dealera w celu zwiększenia atrakcyjności sprzedawanego komputera.

Jak zwalczać piractwo komputerowe? Dobrej recepty nie ma. Natomiast usta-
lono, co nie skutkuje. Zdaniem analityków z BSA, zupełnie nieskuteczne są apele moralne, odwoływanie się do uczciwości użytkowników komputerów, proszenie ich, aby zrezygnowali z kupowania tanich, pirackich programów. Nie stwierdzono, by gdziekolwiek na świecie istniał rzeczywiście wydajny system prawny zapobiegający używaniu takich programów. Także w żadnym państwie nie udało się zniszczyć powiązań korupcyjnych między wytwórcami, dystrybutorami i sprzedawcami nielegalnego oprogramowania, a z drugiej strony policją, służbami celnymi i innymi instytucjami mającymi zwalczać przestępczość w tej dziedzinie.
Ostatnio mówi się coraz częściej, że to sama informatyka i rozwój komputeryzacji umożliwią ukrócenie komputerowego piractwa. Przewiduje się, że może już niebawem do każdego nowo sprzedawanego komputera będzie wgrany nieusuwalny program rozpoznający programy nielegalne i blokujący możliwość korzystania z nich. Ba, ale piraci komputerowi pewnie natychmiast wymyślą coś, co będzie blokowało te kontrolne programy.



 

Code&Design Michał Pawluczuk © Ośrodek Przetwarzania Informacji